Sawanny paprociowe i gigantyczne pożary: jak wymieranie końca triasu ogarnęło Europę

0
17

Europa płonęła. Nie raz, nie dwa. Przez setki tysięcy lat kontynent był prawdziwą beczką prochu.

Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Nature Geoscience potwierdza to, czego paleontolodzy od dawna podejrzewali na podstawie dowodów kopalnych: masowe wymieranie pod koniec okresu triasu nie było powolnym spadkiem. Była to brutalna transformacja, która pozostawiła ślady ognia w krajobrazie. Kryzys klimatyczny 200 milionów lat temu zmienił bujne krajobrazy w paprociowe sawanny. A te paprocie były wyjątkowo łatwopalne.

Skala pożarów była zatrważająca. W całej Europie szalały pożary lasów, podsycane przez rośliny, które przetrwały początkowe masowe wymieranie.

Dlaczego paprocie stały się najlepszym paliwem

Paprocie są prawdziwymi ocalałymi. Są odporne, adaptacyjne i, szczerze mówiąc, niezwykle odporne. Jednak w sytuacji kryzysowej 200 milionów lat temu ich główna siła zamieniła się w katastrofalną słabość.

Dr Bas van de Schotbrugge z Uniwersytetu w Utrechcie nazywa paprocie „prawdziwym gatunkiem dyskerowym” (gatunki dyskerowe, czyli gatunki pionierskie, jako pierwsze kolonizują obszary naruszone).

„Niektóre paprocie mogą szybko rozprzestrzeniać się na naruszonym terenie, a pożary zachęcają je do dalszego rozprzestrzeniania się”.

Kiedy świat stał się gorący i suchy, inne rośliny umarły. Paprocie nie tylko przetrwały, ich populacja eksplodowała. Tworzyły gęste, suche maty roślinne. Wyobraź sobie naturalny stos podpałki.

Kiedy te paprocie wyschły, stały się idealnym paliwem. Gęste maty służyły jako ciągły przewodnik ognia i iskier. Jedno uderzenie pioruna i huk. Cały region stanął w płomieniach.

Paprocie są wyjątkowe, ponieważ spalają się nad ziemią, ale regenerują się z podziemnych systemów korzeniowych. Wszystko inne wyrzucili z popiołów. Ogień ich nie powstrzymał. Pomógł im.

Ten odwrotny mechanizm prawdopodobnie utrzymywał „szczyt paproci” przez 40 000 do 300 000 długich, gorących lat.

Piekielne błędne koło

Warunki klimatyczne były już nieprzyjazne. Wylesianie pozbawiło ziemię pokrywy. Erozja gleby pozostawiła ziemię gołą. Silny efekt cieplarniany powodujący ocieplenie wysuszył glebę.

Potem przyszły pożary.

Obszar ten zawładnęły pnące się i pionierskie gatunki paproci. Niektóre służyły jako „drogi przeciwpożarowe”, przenoszące płomienie z ziemi na korony pozostałych drzew. Inni całkowicie stłumili swoich konkurentów.

To była idealna burza. Zmiana klimatu. Utrata siedlisk. Gatunki oportunistyczne. Wszystkie składniki katastrofy zostały zmieszane razem.

Paprocie zareagowały na zniszczenie. Następnie dostarczyli paliwo, które podsyciło kolejną falę płomieni.

„Prawdziwie piekielny świat” – zauważył Van de Schotbrugge.

Jak naukowcy udowodnili, że pożary miały charakter globalny

Znalezienie węgla drzewnego w skale nie wystarczy. Kawałki węgla drzewnego mogą się rozpaść. Cząsteczki dymu zwane wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi (WWA) mogą podróżować tysiące kilometrów, zanim opadną. Albo mogą w ogóle nie zostać zbawieni.

Opieranie się tylko na jednym wskaźniku daje niepełny obraz.

Zespół naukowy przeanalizował skamieniałe osady ze studni w Niemczech, Luksemburgu, Danii i Wielkiej Brytanii. Badali pyłki, zarodniki, węgiel drzewny i WWA. Jednak prawdziwego przełomu dokonano zaskakująco prostą metodą.

Przyjrzeli się kolorowi.

Pallomorficzny indeks ciemności

Tutaj robi się ciekawie.

W miarę jak materia organiczna, taka jak pyłki i zarodniki, zakopuje się głębiej, wzrasta ciśnienie i temperatura. To zwykle „gotuje” skamieniałości, czyniąc je stopniowo ciemniejszymi. To jest baza geologiczna. Im głębiej, tym ciemniej.

Jednak rdzenie z okresu wymierania wykazały wzór, który nie miał sensu.

Najgłębsze próbki – najstarsze warstwy – były lekkie. Następnie, podczas wymierania, pyłek i zarodniki zmieniły kolor na ciemnobrązowy. Po zdarzeniu ponownie zmieniły kolor na jasnożółty.

Nie miało to nic wspólnego z głębią. Cztery baseny miały różną historię geologiczną. Nie wszyscy zakopywali swoje osady w tym samym tempie i na tej samej głębokości w tym samym czasie.

Coś innego sprawiło, że stały się czarne.

Coś, co uderzyło ich wszystkich jednocześnie.

Dym.

Zespół wykonał 15 000 pomiarów kolorów. Porównali pyłki drzew z zarodnikami paproci. Pyłek drzew nie wykazywał takiego efektu brązowienia. Zarodniki paproci – manifestowane.

„Wszystkie grupy roślin wykazują ten sam efekt… jest to silna wskazówka, że ​​jest to wynik działania siły zewnętrznej.”

Siłą zewnętrzną były długotrwałe i intensywne pożary lasów.

„Ciemna strefa” pyłkowa idealnie zbiegła się ze szczytem paproci. Zbiegło się to ze szczytami zasobności węgla drzewnego i WWA.

Dowody były niepodważalne. Nie były to lokalne pożary. To był pożar kontynentalny.

Lekcje z koszmaru sprzed 200 milionów lat

Często myślimy o masowym wymieraniu jako o pojedynczym, nagłym wydarzeniu. Asteroidy. Wulkany. Jeden zły dzień.

Badania te pokazują, że wyginięcie może być długą i gorzką walką. Okres, w którym ocaleni to ci, którzy podsycają zniszczenie.

Połączenie rosnących temperatur, utraty pokrywy leśnej i wzrostu łatwopalnych oportunistów roślinnych stworzyło samonapędzający się cykl.

Sawanny paprociowe nie tylko płonęły. Zażądali tego.

Co się stanie, gdy pozbawimy nasze współczesne krajobrazy osłony i ogrzejemy planetę? Czy tworzymy własne paprociowe sawanny? Własne beczki z prochem?

Odpowiedź wydaje się oczywista. Przeszłość się nie powtarza. To się rymuje. A teraz rym wygląda jak dym.

Попередня статтяJak mikrograwitacja tworzy „odbijające się” kryształy: nauka stojąca za oszałamiającym zdjęciem NASA
Наступна статтяDlaczego Stany Zjednoczone mogą utracić status eliminacji odry: dane stojące za gwałtownym wzrostem