Ogromny pożar lasów w Hiszpanii ogarnia teren wokół jednego z trzech głównych uszu NASA nasłuchujących Wszechświat.
Sytuacja jest wyjątkowo niekorzystna. Sieć Deep Space Network (DSN) jest już wyczerpana do granic możliwości. Teraz madrycki kompleks łączności głębokiej przestrzeni kosmicznej (MDSCC), zlokalizowany w Robledo de Chavera, był spowity dymem i ogniem.
„Najgorszy pożar w historii regionu”
Tak sytuację opisała Isbel Diaz Ayuso, przewodnicząca Wspólnoty Autonomicznej Madrytu. Ewakuowano okolicznych mieszkańców. Pracownicy kompleksu bezpiecznie opuścili teren. Los gigantycznych radioteleskopów wciąż pozostaje nieznany.
Jak pożar w Hiszpanii wpływa na misje Voyager i Artemis
Za pomocą zwykłego smartfona nie można komunikować się ze statkiem kosmicznym na Marsie ani poza Plutonem. Wymaga to ogromnych układów antenowych. DSN składa się z trzech kompleksów: Goldstone w Kalifornii, Madryt w Hiszpanii i Canberra w Australii.
Znajdują się one w odległości około 120 stopni od siebie na długości geograficznej. Takie rozmieszczenie geograficzne umożliwia dwóm stacjom jednoczesne śledzenie tego samego statku kosmicznego w dowolnym momencie. Zapewnia to stabilną komunikację i ciągłość przepływu danych.
Teraz, gdy hiszpańska stacja wypadła z gry, ta geometria została zepsuta.
Paul Byrne z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Missouri zwraca uwagę na matematyczną stronę problemu: „Obecnie w ciągu dnia będą okresy, w których komunikacja z niektórymi urządzeniami zostałaby utracona, gdyby nie ten problem”.
Jest to szczególnie istotne w przypadku misji zdalnych. Pamiętajcie o Voyager 1 i Voyager 2 – sondy znajdujące się miliardy mil od Ziemi i transmitujące wyjątkowo słabe sygnały. Utrata trzeciego punktu obserwacyjnego na niebie oznacza utratę okien czasowych na komunikację. Sama zmiana harmonogramu nie będzie tutaj działać.
I nie mówimy tylko o starych sondach. Program Artemis nabiera tempa. Misje księżycowe wymagają ogromnej przepustowości. DSN już doświadczał braku równowagi obciążenia. Zespoły czekały na swoją kolej na przesłanie, dane na odbiór.
Jeśli któryś z kompleksów ulegnie uszkodzeniu, kolejki te wydłużą się jeszcze bardziej.
Jakie są opcje tworzenia kopii zapasowych sieci komunikacji kosmicznej NASA?
NASA nie pozostaje bezczynna.
Działalność została tymczasowo przeniesiona do kompleksu Goldstone w Kalifornii.
„Agencja bezproblemowo przeniosła wsparcie misji do ośrodka Deep Space Communications w Goldstone w Kalifornii” – stwierdziła agencja w oświadczeniu.
Doskonały?
Jest to jedynie środek tymczasowy.
Kalifornia nie będzie w stanie trwale zastąpić pracy trzech stacji. Niebo się kręci, Ziemia się kręci. Powstają „martwe punkty”, których sama stacja Goldstone nie jest w stanie pokryć. Jeśli anteny w Madrycie przepalą się, luki w zasięgu się powiększą. Dane mogą zostać utracone. Zespoły mogą nie dotrzeć na czas.
Rozmiar szkód nie jest jeszcze znany. Podjechać i popatrzeć jest zbyt niebezpiecznie.
Na razie jedyne, co możemy zrobić, to czekać.
Pożary są podsycane suszą i upałami. Nie interesuje ich nauka. Nie obchodzą ich sondy Voyager ani kolejne lądowanie na Księżycu. Po prostu płoną.
W przypadku zniszczenia obiektu w Madrycie, w jaki sposób można przywrócić geometryczną łączność sieci? Niemożliwe jest zbudowanie nowego zestawu gigantycznych anten w ciągu jednej nocy.
Możemy tego nie robić.
Sygnał z obrzeży Układu Słonecznego jest wyjątkowo słaby. Pokonanie tego zajmuje lata. Jeśli za tym tęsknimy, zniknie na zawsze.
Pozostaje tylko zobaczyć, co pozostanie z anten, gdy ogień zgaśnie.
Albo po prostu posłuchamy białego szumu.





















